Wspominamy jeszcze niedawno zamieszanie wokół konta Maij Rozkosz, która oferowała miłosne odczyty za symboliczną kwotę. Po miesiącach zgłaszania tego profilu przez użytkowników, platforma Facebook w końcu usunęła to konto, co postrzegaliśmy jako małe, ale ważne zwycięstwo nad oszustwem online. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta, a my możemy odetchnąć z ulgą, widząc konsekwencje dla osób łamiących zasady społeczności.
Powrót do gry na innych platformach
Niestety, rzeczywistoza internetowa rzadko bywa tak prosta. Mimo usunięcia z Facebooka, aktywność tej postaci przeniosła się na TikToka, gdzie nadal prowadzi swoją działalność. To pokazuje nam, jak trudne jest całkowite wyciszenie kont spierających się z normami etycznymi, gdy tylko zmienią one miejsce działania. Nasze zgłoszenia przyniosły efekt lokalny, ale nie rozwiązały problemu globalnie.
Głębsza analiza zjawiska
Podczas sprawdzania aktualnej sytuacji wokół Maij Rozkosz, zagłębiliśmy się w research znacznie dalej niż planowaliśmy. Znaleźliśmy się na skraju tego, co można nazwać końcem internetu w jego tradycyjnym rozumieniu, odkrywając tam niezwykłe i niebezpieczne zjawisko. Okazuje się, że platformy społecznościowe roią się od grup promujących tzw. samoświadomość i teorie spiskowe.
W tych kręgach pojawiają się hasła takie jak „szkoła architektury matrixu” czy „punkt zerowy przebudzenia”. To znane nam już klimaty pseudonaukowe, które od lat krążą w internecie, szukając ofiar wśród osób poszukujących sensu życia. Jednak teraz do tej układanki dołączył nowy, potężny element: generatywna sztuczna inteligencja.
AI jako pieczęć pod własnymi przekonaniami
Twórcy tych narracji zadają modelom językowym pytania, których zwykli użytkownicy nie stawiają. Dzięki temu twierdzą, że sztuczna inteligencja zdradza im ukrytą prawdę o świecie, do której dostęp mają tylko wybrani. To już nie jest kwestia osobistej wiary w matrix czy pole energetyczne, co każdy ma prawo posiadać.
Kluczem problemu jest tu użycie AI jako autorytetu potwierdzającego własne teorie. Zamiast powiedzieć „ja wierzę”, autorzy twierdzą „AI mi powiedziała”. To nadaje ich słowom pozór obiektywizmu i technologicznego fundamentu, którego w rzeczywistości nie ma. Model językowy nie posiada wiedzy tajemnej, lecz generuje teksty na podstawie prawdopodobieństwa występowania słów.
Monetyzacja lęku i dezinformacji
Gdy już zbudują zaufanie poprzez rzekomą „prawdę” od AI, następuje faza monetyzacji. Chcesz zadać własne pytanie tej cyfrowej wyroczni? Musisz wykupić subskrypcję lub ebooka przygotowujący Cię na tzw. wielki reset. Nagle mamy do czynienia z całkiem niezłym biznesem opartym na strachu i niewiedzy.
Najpierw przekonują ludzi, że sztuczna inteligencja ma dostęp do ukrytej wiedzy, a następnie sprzedają im dostęp do tej rzekomej wiedzy. My mamy z tym poważny problem, ponieważ jest to celowe nadużycie technologii. Zrobienie z modelu językowego cyfrowej wyroczni i przypisywanie mu niewiarygodnych zdolności to oszustwo.
Zarabianie na ludziach, którzy nie rozumieją, jak naprawdę działają modele AI, jest dla nas nie do zaakceptowania. To wykorzystanie lęku przed nieznanym oraz braku kompetencji cyfrowych wśród odbiorców. Chyba po sprawie z AIową wróżką znaleźliśmy sobie kolejną króliczą norę, która wydaje się być znacznie głębsza i bardziej niebezpieczna.
Czujemy, że ta nowa fala oszustw opartych na sztucznej inteligencji wymaga naszej uwagi. Nie możemy pozwolić, by technologia służyła do manipulacji i wyłudzania pieniędzy z naiwnych użytkowników internetu. Będziemy obserwować ten trend i informować Was o kolejnych odkryciach w tej mrocznej części sieci.